sobota, 20 grudnia 2014

Godna rywalizacji- rozdział 1

To był upalny letni dzień. Lekki podmuch wiatru był czymś niezwykłym. Piasek paży w bose nogi... Tak jest codziennie. Potrzebuje chociaż trochę zmian w życiu. Nawet tych prawie niezauważalnych. Ah, no tak. Jestem Lucy, zwykłą 16- letnią dziewczyną o blond włosach i niebieskich oczach. Razem ze mną mieszka mój brat Luke. Rodzice pracują, ciągle. Nadmierne ilości siedzenia przed komputerem i słaby kontakt z dzieckiem jest już u nas w rodzinie od dawna. Ja i mój brat jesteśmy zamknięci w sobie. Przez cały dzień możemy się nie odezwać, serio. Ze łzami kładziemy się, bo wierzymy, że los się kiedyś do nas uśmiechnie, jednocześnie też odczuwamy kłucie w sercu i zadajemy to samo pytanie- Dlaczego? Niezdara to moje drugie imię. Jestem w szkole wyśmiewana oraz poniżana. Mam jedyną przyjaciółkie która jest ze mną zawsze, Kate. Rozumiemy się nawzajem, ponieważ ona też jest w tej sytuacji, kiedy rodzice nie mają dla Ciebie czasu i jesteś zdana na siebie. Moją osobą zainteresował się pewien chłopak, dziewczyny w szkole za nim szaleją. Zupełnie nie widze w nim czegoś niezwykłego. Jak każdy "laluś" ma grzywkę, koszule, jeansy i conversy. Pospolity ubiór, lecz nie tylko to. Liczy się także charakter, zapewne już wiecie, że wszyscy "ładni" chłopcy muszą zadawać się ze starszymi i zawsze są w centrum uwagi.
- Uważaj!- krzyknęłam upadając na podłogę.
-Przepraszam, buty mi się rozwiązały- powiedział nieznajomy.
-Ok, nie ma spra...- wtedy poczułam czyjąś dłoń na mojej, obróciłam się i ujrzałam Micheala, tak, ten który na mnie leci. Spojrzał mi prosto w oczy i oznajmił:
-Za tydzień jest bal, czy nie zechciałabyś ze mną pójść?
Spojrzałam na niego z żalem, nie chciałam iść, nie chciałam także sprawić przykrości. W tej sytuacji musiałam zrobić tylko jedno...
-Przepraszam, ale ja... Nie mogę, muszę się uczyć...
-Oj przestań, chyba nie chcesz spędzić całego wieczoru sama- mówiąc to przyciągnął mnie do siebie i usiłował pocałować kiedy dostał pięścią... Tyle, że nie ja uderzyłam... Był to Nieznajomy. Najwyraźniej wyczuł, że w tym momencie byłam bezsilna i moje wszelkie prośby o zostawienie mnie były odrzucane. Zaskoczona całym wydarzeniem podniosłam Micheala z podłogi i przyłożyłam lód. Patrzył on z pogardą zarówno jak i na mnie tak i również na Nieznajomego.
-Było nie prowokować- burknął.
Poszkodowany najwyraźniej odczuwał zbyt mocny ból, dlatego się nie odezwał. Oby dwaj patrzyli na siebie, co kilka minut spoglądali też i na mnie. Sama nie wiem co wtedy odczuwałam, niepokój, żal czy może też dumę, iż to o mnie to całe zamieszanie. Starałam się jednak nie odczuwać mojego zmieszania. Zamyśliłam się. Nareszcie, po cierpiącego przybyła pomoc. Zbiorowisko wokół nas się rozpadło a nauczyciele wrócili do swoich dyżurów.
- Dzięki za uratowanie- powiedziałam niepewnie.
- Spoko, wiedziałem, że sama sobie nie dasz rady- uśmiechnął się chłopak.
- Czy nie zechciałabyś się ze mną spotkać... Znaczy wiesz, tak po prostu- zaczął.
-Pewnie, to do zobaczenia...

 Cześć, dziękuję za przeczytanie pierwszego rozdziału mojej powieści. Mam nadzieje, iż się podoba. Piszcie opinie w komentarzach!
*Juls

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz